Rachunek sumienia

  • Co to jest Wieczerza Pańska? Jak powinniśmy ją celebrować?

Czy słyszałeś kiedykolwiek coś na temat Wieczerzy Pańskiej?
Najbardziej popularne jej określenie to Komunia Święta. Chociaż
pojęcie to ma niewiele wspólnego z tym, co Jezus polecił nam czy-
nić na Jego pamiątkę. W niektórych kościołach protestanckich
Komunia Święta nie jest przyjmowana, a w jej miejsce występuje
Wieczerza Pańska. Ewangelia mówi nam dokładnie, co ówczesnej
nocy stało się w pomieszczeniu na górze, tuż przed śmiercią Jezusa.
Uczniowie czekali na wspólną kolację. Jezus przyszedł do nich i naj-
pierw ustanowił obrządek umywania nóg, jako symbol oczyszczenia
i pokory (Jan 13:1-14). Piotr był przeciwny umyciu Mu nóg, jednak
Jezus bardzo szybko go przekonał, że to ważne. Na koniec Jezus
podkreślił: „Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi,
to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam
bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyni-
łem”
(Jan 13:14-15). Czy czynisz to na pamiątkę, tak jak Jezus po-
lecił?

Następnie Jezus wziął chleb, (Łuk. 22:17-19) połamał i rozdał
uczniom, przedstawiając go jako ciało Zbawiciela, którym powinni-
śmy się karmić. Pismo Święte, mówiąc o chlebie, wskazuje na Słowo
Boże, które często powinniśmy studiować (Ezech. 3,1-3; Jan 1:1-3).
Następnie Jezus podniósł kielich z winem, które miało symbolizować
Jego krew przelaną za grzechy tego świata – także za nasze – abyśmy
i my mogli zostać zbawieni. Zakończył Wieczerzę poleceniem, aby-
śmy to wszystko czynili na pamiątkę Jego męczeńskiej śmierci.

Wieczerza Pańska zaczyna się obmyciem nóg, modlitwą, łama-
niem chleba i wspólnym jego spożywaniem oraz piciem wina na pa-
miątkę śmierci Jezusa. Pan nie wskazał ani na zbawcze działanie chle-
ba (czy to w postaci opłatka, czy chleba przaśnego) ani na zbawcze
działanie wina. Nie nakazał czcić tych pokarmów. W chlebie i w wi-
nie, jak i w obmywaniu nóg, ukryta jest jedynie symbolika śmierci
Zbawiciela za grzeszną ludzkość (1 Kor. 11:23-26).

Co należy zrobić, aby odpowiednio przygotować się do Komunii
Świętej czy Wieczerzy Pańskiej, a tym samym do spotkania z Jezu-
sem? Pozwól, że w dalszej części tekstu będę używał określenia tego
wydarzenia pod nazwą Wieczerza. Nie jest ona zwykłym epizodem.
Jest pamiątką, którą zostawił nam sam Jezus Chrystus. Jestem pe-
wien, że gdybyśmy tydzień przed Wieczerzą usłyszeli w kościele:
„Bracia i Siostry, za tydzień będzie miała miejsce Wieczerza Pańska
i przyjedzie nasz prezydent! Będzie z nami świętował i każdy będzie
mógł uścisnąć mu dłoń i przywitać się z nim”. Dla niektórych byłoby
to pewne poruszenie, wydarzenie, które nie występuje na co dzień,
a o którym myśleliby przez cały tydzień. Aczkolwiek, na prezydenta
nie wszyscy by czekali z takim entuzjazmem, kwestia jaki to byłby
prezydent i którego państwa. Większym echem bez wątpienia odbił-
by się przyjazd papieża. Wyobraź sobie, sam papież przyjeżdża do
Twojego kościoła po to, by się wspólnie modlić i wziąć udział w Wie-
czerzy Pańskiej! Czy wiesz, co by się wówczas działo? Pomijając fakt,
że wszędzie stałyby kordony policji i pilnowałyby porządku. Załóż-
my jednak, że nie ma żadnej obstawy, biskupów ani nikogo innego,
tylko sam papież i my – prości, zwykli ludzie trwający przy nim. Czy
wtedy przygotowałbyś się na tę okoliczność?

Każda Wieczerza Pańska to wspaniałe wydarzenie. Za każdym
razem przed jej rozpoczęciem stawiam sobie pytanie, czy Duch Świę-
ty będzie z nami? Utwierdzam się w przekonaniu, że tak. Oprócz Du-
cha Świętego jeszcze na Wieczerzy są aniołowie. Czy myślisz, że puste
krzesła i ławki w kościele są naprawdę puste? Nie – tam są aniołowie!
Taki jest stan rzeczy, że my ich nie widzimy, a to poniekąd dla nasze-
go dobra. Powinniśmy natomiast wierzyć, że są z nami. Oczywiście
pamiętajmy, że w zwykłych nabożeństwach również uczestniczą wy-
słannicy Niebios. Jezusa z nami osobiście nie ma, ale jest Duch Świę-
ty, który przychodzi w imieniu Boga i naszego Zbawiciela! On z nami
jest. Czy to nie dużo ważniejsza osoba od prezydenta czy papieża?

Zastanów się, czy miałeś odpowiednio dużo czasu, żeby prze-
analizować swoje życie, a tym samym odpowiednio przygotować na
spotkanie z Duchem Świętym podczas Wieczerzy? Czy zrobiłeś ra-
chunek sumienia, który jest tak istotny przy wyznawaniu grzechów
i modlitwie do Boga? Czy czytałeś Pismo Święte? Na takie pytania
powinniśmy odpowiadać sobie właściwie codziennie. Wtedy, otrzy-
mując informację, że nadszedł czas Wieczerzy Pańskiej, będziemy
już kilka dni wcześniej o tym myśleć i przygotowywać się jak do we-
sela z Panem, pełni radości i Bożego pokoju.

Gdy byłem mały, pewnego razu rodzice zabrali mnie i moją sio-
strę do dziadków, którzy mieszkali w wiosce położonej w połowie
drogi między Radomiem a Opocznem, w Smogorzowie. Dziadkowie
oznajmili, że są sianokosy, więc jedziemy na łąkę ciągnikiem, będzie-
my pakować siano i zwozić do stodoły. To jest bardzo ciekawe wy-
darzenie dla dzieci! Moja siostra była dwa lata starsza i nie mieliśmy
ze sobą dobrych relacji. Dzisiaj, gdy patrzę na moje dzieci, cieszę się,
że się kochają i zgadzają. Natomiast my z siostrą zawsze się sprze-
czaliśmy. Podczas tamtych sianokosów, gdy wóz już był cały załado-
wany, podeszliśmy do przepływającego obok łąki strumyka i zaczę-
liśmy się przepychać. W końcu siostra tak mnie zdenerwowała, że
wziąłem ją na ręce i wrzuciłem do tego strumyka pełnego żab! Ona
wyszła zapłakana, mokra, poszła do rodziców i naskarżyła na mnie.
Czy zrobiłem dobrze? Z perspektywy czasu wiem, że zrobiłem coś,
czego nie powinienem zrobić. Chociaż to była tylko taka mała psota.
Takie psikusy zdarzają się w naszym życiu cały czas. Jestem pewien,
że każdego dnia mamy takie pokusy, żeby spłatać figla, również te-
raz, gdy jesteśmy starszymi ludźmi. Te psoty w miarę upływu czasu
są niestety coraz poważniejsze. Jezus napomina nas, że podobnie jak
nasi rodzice zwracali uwagę na to, co robimy i jakie relacje między
sobą utrzymujemy, tak samo dzisiaj patrzy na nas Bóg. On spogląda
na nas z góry, jak ojciec na swoje dzieci, gdy się przepychamy z na-
szym sąsiadem, z rodziną lub ze znajomymi. Czy tak powinno być?
Najwyższy czas, by zwrócić na to szczególną uwagę i zawrócić ze złej
drogi.

Kilka dni po sianokosach siostra zabrała mnie w wózku dwu-
kołowym na górkę. Powiedziała, że będzie fajnie zjeżdżać ze wznie-
sienia. Domyślacie się, jak to się skończyło? Puściła mnie z gór-
ki wprost w dół! Porozbijałem się strasznie. Ona na to wybuchła
gromkim śmiechem: „Ha ha ha! To ci się odwzajemniłam!” Czy
dobrze zrobiła? Jak często w naszym życiu zdarza się, że oddaje-
my pięknym za nadobne, gdy ktoś zrobi nam coś złego? Nie ważne,
czy chodzi o nasze rodzeństwo, rodziców, dzieci, znajomych, sąsia-
dów lub po prostu obcych ludzi w sklepie, na ulicy, na chodniku,
w biurze, czy w pracy.

Mój znajomy zwrócił ostatnio uwagę swojej mamie, kobiecie
po sześćdziesiątce. Podczas gdy jego syn bawił się w domu razem
z kolegą, kobieta przyniosła ciasto i dała tylko swojemu wnuczkowi.
Mój kolega widząc sytuację, podszedł i powiedział:
– Mamo, tak naprawdę jeśli częstujesz, powinnaś poczęstować
wszystkich – miał tu na myśli kolegę swojego syna. Mama wzięła go
jednak na bok i skarciła:
– Ty mnie nie będziesz pouczał! Myślisz, że oni go częstują, gdy idzie
do nich się pobawić? Czy Jezus by to pochwalił? Powinniśmy po-
stępować, tak jak Jezus. On, gdy rozmnożył chleb i ryby, rozdawał
je wszystkim, bez rozróżniania na ludzi wartych poczęstunku i tych
niewdzięcznych (Mat. 15,35).

Myślę, że zachowanie tej babci jest związane z zazdrością. To je-
den z głównych grzechów, który rodzi się w sercu, od którego po-
tem wiele innych grzechów pochodzi. Taka postawa jest związana
również z pychą, grzechem, który pojawił się kiedyś w sercu szatana.
Ten grzech doprowadził go w konsekwencji do upadku. Szatan za-
czął zazdrościć Jezusowi czci, jaka była Mu oddawana w Niebie przez
stworzenia tam mieszkające. Wszczął bunt, do którego przyłączyła
się jedna trzecia aniołów. Jednak Jezus tę walkę wygrał i szatan wraz
ze zbuntowanymi aniołami został zrzucony na Ziemię (Obj. 12,3-4).
Dlatego powinniśmy szczególnie zwracać uwagę na te drobne myśli,
które pielęgnowane stają się początkiem grzechu. Grzechu zazdrości,
który może doprowadzić nawet do zabójstwa. Grzechu pychy, który
jest przyczyną wywyższania się i niesprawiedliwości. Owo pragnie-
nie jest mocno zakorzenione w naturze ludzkiej. Nawet uczniowie
Jezusa ulegali tej grzesznej skłonności. My też jesteśmy grzesznika-
mi. Mimo tego Pismo Święte zapewnia nas, że jesteśmy również na-
rodem wybranym, ludem kapłańskim, rodem królewskim (Obj. 1,6).
Przypominam jednak, że aby czuć się świętym, człowiek musi zro-
bić bardzo głęboki rachunek sumienia i wyznać swe grzechy Bogu.
Wobec tego, czy jest możliwe, aby święci grzeszyli? Oczywiście, że
jest. Gorzej jednak, jeśli ten grzech staje się grzechem uporczywym
i trwamy w nim. Tego Bóg nam nie wybaczy.

Czy jest możliwa sytuacja, że popełniamy świadomie ten
sam grzech, ale nadal jesteśmy chrześcijanami? Ewangelia Mar-
ka (9,33-34) opowiada historię, w której uczniowie przebywa-
li z Jezusem już ponad trzy lata, a nadal zdarzało im się grzeszyć:
„I przybyli do Kafarnaum. A będąc w domu, zapytał ich: O czym
to rozprawialiście w drodze, uczniowie moi? A oni milczeli, bo
rozmawiali między sobą w drodze o tym, kto z nich jest naj-
większy”
(Mar. 9:33). Uczniowie byli pewni, że Jezus założy nowe
Królestwo. Omawiali, kto będzie premierem. Nie wyjaśnili Jezuso-
wi, co ustalili, kto i jakie stanowiska będzie zajmował, ale myślę, że
takie rozmowy miały wtedy miejsce. Przez te trzy lata uczniowie
przebywali tylko z Jezusem – chodzili za Nim, jedli, spali, słucha-
li Jego nauk. Wierzyli w Niego jako Syna Bożego. W opisanej sy-
tuacji natomiast próbowali rozmawiać szeptem, tak aby przypad-
kiem Bóg ich nie usłyszał. Stąd płynie dla nas bardzo istotna nauka
o grzechu: trudno jest grzeszyć w obecności Jezusa! Nawet ludzie
najbardziej skłonni do zła nie potrafią grzeszyć w obecności Tego,
którego kochają i szanują. Tak więc, jeśli grzeszymy, to jednoznacz-
nie z tego wynika, że musimy nie czuć obecności Boga, że oddalamy
się od Jezusa.

Gdy uczniowie przybyli do Kafarnaum, udali się wraz z Jezusem
do domu, w którym mieli się zatrzymać. Znalazłszy chwilę spokoju,
Jezus wtedy zapytał ich o czym rozmawiali w drodze. Uczniowie za-
wstydzili się i nic nie odpowiedzieli. Tak należało zrobić – milczeć.
Ja też milczałem, gdy rodzice pytali, dlaczego wrzuciłem swoją sio-
strę do strumyka. Było mi przykro i było mi wstyd. Jezus jednak na-
legał i po dłuższym milczeniu jeden z apostołów odparł: „No cóż,
hmmm… Jezu, zbliża się Twoje panowanie. Zastanawialiśmy się, kto
będzie w Twoim Królestwie największy z nas”. Jezus wciąż uczył ich
pokory, sam wyrzekł się boskości, ale oni nie zrozumieli Jego mi-
sji. Oczywiście mógł wtedy powiedzieć do uczniów: „Zejdźcie mi
z oczu, straciłem do was cierpliwość”. Jednak nie wypowiedział ta-
kich słów. Jezus nie odrzucił swych uczniów, ale pouczył ich mó-
wiąc: „I usiadłszy, przywołał dwunastu i rzekł im: Jeśli ktoś chce
być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą
wszystkich”
(Mar. 9:35). Te słowa są wciąż aktualne. Czy Ty rozu-
miesz misję Jezusa? Jesteś w pełni świadomy, po co On przyszedł
i co dla nas zrobił? Czy rozumiesz, czego dzisiaj oczekuje od Ciebie
Jezus? Często, gdy stajemy się zbyt pewni siebie, zapominamy, że po-
winniśmy służyć innym, pomagać, wspierać, być przy nich; że to my
powinniśmy być pierwsi w usługiwaniu. Jakiego grzechu byli winni
apostołowie? Pychy? Przecież wszyscy mamy jej odrobinę. Na tym
polega nasz świat, zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. Być może
zanim umrzemy, zdołamy się z tym „drobnym” problemem uporać.
Jeśli dobrze przestudiujemy temat okaże się, że pycha w oczach Boga
jest jednym z najgorszych grzechów. Zupełnie przeczy bowiem na-
turze Boga. Pycha była grzechem, który zapoczątkował wszelkie zło.
Psalm 101 mówi: „Przewrotność serca niech obca mi będzie, Nie
chcę znać złego człowieka. Kto skrycie oczernia bliźniego swego,
tego zniszczę; Nie ścierpię oczu wyniosłych i serca nadętego. Oczy
moje zwrócone są na wiernych w kraju, aby mieszkali ze mną.
Kto chodzi drogą prawa, Ten mi służyć będzie. (…) Każdego ran-
ka tępić będę wszystkich bezbożnych w kraju, Wygubię z miasta
Pana wszystkich złoczyńców”
(Ps. 101:4-8). Nie zachęcam do tego,
abyśmy każdego ranka tępili wszystkich bezbożnych w naszych mia-
stach. Niebawem niewielu ludzi by w nich zostało. Tak więc grzech
popełniony przez uczniów nie należał do zwyczajnych i stanowił po-
ważne przewinienie. Oni wiedzieli, że robią źle, a jednak zachowywa-
li się podobnie przez cały czas towarzysząc Jezusowi. Nawet podczas
Ostatniej Wieczerzy, na krótko przed ukrzyżowaniem, apostołowie
dopuścili się tego grzechu. Można więc powiedzieć, że był to grzech
świadomy, swoisty ciągły nałóg, pielęgnowany, uporczywy, którego
powinni się wystrzegać. Czy i my tolerujemy u siebie takie grzechy?
A może inne, jeszcze gorsze? Wyznajmy je przed Bogiem. Oczyśćmy
nasze serca. Postanówmy już dzisiaj: „Koniec, szatanie, tobie mówię
nie, będziesz przychodził do mnie, ale wokół będą aniołowie, którzy
będą mnie chronić i wspierać!”

Problem uczniów krył się w ich niepełnym nawróceniu. Prze-
cież oni wypędzali demony, uzdrawiali trędowatych, wzbudzali ludzi
z martwych! Czy nienawróceni ludzie takie rzeczy czynią? Spójrz-
my na Ewangelię Łukasza (10,19). Czytamy tam o powrocie sie-
demdziesięciu dwóch uczniów z wyprawy ewangelizacyjnej. Je-
zus mówi: „Oto dałem wam moc, abyście deptali po wężach
i skorpionach i po wszelkiej potędze nieprzyjacielskiej, a nic
wam nie zaszkodzi. Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy
są wam podległe, radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze
w niebie są zapisane”
. Cały czas Jezus naprowadzał umysły uczniów
na właściwe tory myślenia, kierował ich uwagę na to, co ważniejsze.
Przecież powiedział to do nich, kiedy powrócili ze swojej misji, a ta
miała miejsce o wiele wcześniej, niż wydarzenie zaistniałe podczas
drogi do Kafarnaum. Jezus w Ewangelii Jana (3,3) mówi do Nikode-
ma, że jeśli ten nie narodzi się na nowo, to nie ujrzy Królestwa Nie-
bieskiego. Trudno pogodzić się ze stwierdzeniem, że uczniowie nie
byli nawróceni. Niektórzy byli, a niektórzy nie. Nawet w stosunku
do Piotra, podczas swoich ostatnich trzech dni na ziemi, Jezus wy-
powiedział takie słowa: „Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił
sobie, aby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby
nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj
braci swoich”
(Łuk. 22,32). Stąd wniosek, że możemy mieć dostęp
do darów Ducha Świętego, możemy z nich korzystać będąc blisko
Pana, a przy tym jeszcze nie do końca być nawróconymi.

Jaki stosunek ma Jezus do tych, którzy uporczywie grzeszą?
W Ewangelii Mateusza (12,31) napisane jest tak: „Powiadam wam:
Każdy grzech i bluźnierstwo będzie ludziom odpuszczone, ale
bluźnierstwo przeciw Duchowi nie będzie odpuszczone”
. Czy to nie
jest dobra nowina? Jeżeli każdy grzech może być wybaczony, oprócz
tego przeciw Duchowi Świętemu, to również ten, który najczęściej
nam się powtarza i przez którego najczęściej upadamy! Ja jeszcze
niestety takie grzechy mam. To prawda, że w momencie nawrócenia
Bóg odmienił mojej życie i niektóre grzechy zabrał. Przez te wszyst-
kie lata widziałem na własne oczy, jak pozbywam się niektórych wad,
ale jeszcze pozostały takie, z którymi wciąż walczę. Nawrócenie jest
procesem, w którym powinniśmy jak najszybciej dotrzeć do końca.
Bóg zostawia nam niektóre grzechy po to, żebyśmy pokazali Mu, że
u Jego boku podejmujemy walkę z szatanem. Musimy udowodnić, że
chcemy walczyć i pokazać, po której stronie jesteśmy.

Przebaczenie obejmuje ponadto także najgorsze występki – py-
chę, morderstwo, cudzołóstwo. Jezus przebaczał wszystkie te grzechy,
nadal prowadził uczniów starając się przekazywać swoje nauki. Czy
ty, Drogi Czytelniku, jesteś zdecydowany, aby odrzucić swój grzech?
Pomyśl teraz w swoim sercu, o którym grzechu mówię. Czy dopu-
ściłeś się kiedyś zabójstwa? Jeśli tak – mam dla Ciebie bardzo dobrą
nowinę: jeśli szczerze żałujesz, Jezus wybaczy Ci ten grzech! Możesz
być wolny! Może mi byłoby trudniej to wybaczyć, ale Jezus na pew-
no Tobie wybaczy. To jest wspaniała nadzieja, niesamowita nowina!
Może zdradziłeś swoją żonę lub męża? O ile trudno byłoby Twojemu
małżonkowi zdobyć się na przebaczenie, to Bóg Ci ten grzech wyba-
cza, jeżeli tylko za niego szczerze żałujesz i pokutujesz. Jeśli nawet
kiedyś przyjdzie podobna pokusa – odtrąć ją, powiedz szatanowi:
„Nie”! Może coś ukradłeś? Jezus Ci to wybaczy, ale najpierw napraw
szkodę. Nie jest proste być dobrym chrześcijaninem. Ja sam nie je-
stem zawsze dobrym ojcem, mężem, pracodawcą. Przykro mi z tego
powodu. Codziennie Boga proszę: „Odmień mnie, żebym był lep-
szym ojcem, lepszym mężem, lepszym bratem, lepszym pracodawcą,
lepszym kolegą i przyjacielem”. Pracujmy nad sobą i zmieniajmy się,
bo nie może być tak, że chcąc być świętymi, nie pracujemy nad swo-
im charakterem.

Wciąż jest nadzieja dla nas i dla naszych dzieci. Jeszcze trwa czas
łaski. Chociaż jesteśmy ojcami ziemskimi i jesteśmy niedoskonali, to
mamy wspaniałego Boga w niebie, który jest naszym Ojcem. Ja czuję
się Jego synem. Chociaż moi synowie jeszcze nie mieli możliwości
dobrze Jezusa poznać, mam nadzieję, że w przyszłości Go pozna-
ją. Bóg przysłał Go z misją do nas, tak samo jak przysłał Zbawcę
do Izraelitów, którzy Go odrzucili. Jak często odrzucasz Jezusa? Czas
z tym skończyć! Powiedz sobie szczerze, jak to się popularnie mówi –
wóz albo przewóz! W Piśmie Świętym napisane jest, że Bóg przesieje
wierzących jak ziarna przez sito „On was chrzcić będzie Duchem
Świętym i ogniem. W ręku jego jest wiejadło, by oczyścić klepi-
sko swoje i zebrać pszenicę do spichlerza swego, lecz plewy spali
w ogniu nieugaszonym”
(Łuk. 3,16-17). Ja chciałbym bardzo, aby-
śmy w jak największej grupie znaleźli się w Niebie, ale tak niestety
nie będzie. Dzień Sądu Ostatecznego, który niebawem nadejdzie,
wykaże, kto był dzieckiem Bożym, a kto „plewą”, która zostanie spa-
lona w ogniu nieugaszonym.

Dzisiaj, Mój Drogi Czytelniku, jesteś zaproszony na Ucztę Ba-
ranka. Czy jesteś godny, aby przyjść? To nie jest kwestią tylko tej
chwili czy dnia dzisiejszego, lecz również naszego przeszłego życia
i decyzji, jakie podejmowaliśmy i jakie podejmiemy w przyszłości.
Dzisiaj możesz zmienić swoje życie, powiedzieć Jezusowi: „Tak,
zmieniam się Jezu! Ja chcę się dziś zmienić! O ile moje życie było
do tej pory niezgodne z Twoją wolą, tak od dzisiaj chcę tej zmia-
ny!” Jeśli nie chcesz być zbawionym, to idź i baw się. W tej chwili
możesz iść w świat i powiedzieć wszystkim, także Jezusowi: „Nie
wierzę!” albo „Tak Jezu, Ty jesteś prawdziwy, ja wiem, ale ja mam
opory. Taka moja natura, może to nie mój czas albo może nie chcę.
Co mnie interesuje życie wieczne w Niebie? Wolę tu na ziemi bawić
się i używać. Naprawdę, świat ma tyle niesamowitych możliwości,
takie niespodzianki nam daje, takie frajdy, imprezy, zabawy, po-
dróże, telewizję, Internet. Dlaczego by z tego nie korzystać?” Ktoś,
kto rezygnuje z Jezusa niech idzie, niech się cieszy, bo ma niewiele
życia. Najpierw jednak niech pomyśli: cóż to jest te sześćdziesiąt
pięć lat? Podobno statystyczny mężczyzna dożywa wypłaty drugiej
emerytury i kończy swe życie. Zauważ, że jeśli nie był pogodzony
w tej chwili z Bogiem, jeśli nie miał nawiązanych więzi, to przegrał
szansę na życie wieczne, bez porównania cenniejsze niż jakakol-
wiek emerytura.

Pamiętam jeszcze czasy studenckie, kiedy nie było na świecie
pierwszego mojego syna – Kuby. Dzisiaj on ma już czternaście lat.
Pamiętam jak ja sam miałem osiemnaście lat i zbliżała się matu-
ra. Ten czas minął jak pstryknięcie palcem – niesamowicie szyb-
ko. Ale cóż to jest w porównaniu z wiecznością? Słuchaj, Bracie
i Siostro – Bóg Cię nie zmieni, jeśli sam nie będziesz tego chciał,
jeśli dzisiaj mu nie powiesz: „Tak, to jest ten czas”, jeśli dzisiaj mu
nie powiesz: „Otwieram swoje serce na przyjęcie Ducha Świętego,
Boże, przemień je!” Jeśli tego nie uczynisz, Bóg Cię nie zmieni.
Jan, umiłowany uczeń, stał zawsze blisko Jezusa, jednak aż trzy lata
zajęło mu zaakceptowanie zwycięstwa nad grzechem, jakie zaofe-
rował mu Jezus. Chociaż Jan nie był mniej grzeszny niż Judasz, nie
zważał na to i wciąż podążał za Jezusem. Judasz przeciwnie – często
znikał. Nie może tak być, że trwanie w grzechu jest również wiecz-
ne. Przychodzi moment, kiedy musisz się jednoznacznie zdecydo-
wać: albo idziesz na całość i grzeszysz, albo idziesz w drugą stronę
i pozostajesz z Bogiem całym swoim sercem. Przychodzi moment,
kiedy musisz postanowić.

Bracie i Siostro pragnę abyś pamiętał o darze Nieba, jakim jest
możliwość poznania Jezusa jako Twojego osobistego przyjacie-
la! Przez modlitwę, studiowanie Słowa Bożego, przez obcowanie
z Nim. Jeżeli nic nie zdoła nas odłączyć od Jezusa, to podobnie jak
Jan, umiłowany uczeń i apostoł, doświadczymy przemiany charak-
teru. Nie jest ważne z jakim wielkim grzechem się zmagasz, w koń-
cu zniknie on z Twego życia. Sam tego doświadczyłem. Czasami
stajemy się niecierpliwi i staramy się opracować wykres naszego
wzrostu duchowego – nie rób tego! Zostaw to lepiej Duchowi Świę-
temu, zostaw to lepiej Bogu, który ma moc odmienić nasze serca.
Zasadą chrześcijańskiego wzrostu jest najpierw kiełkować, wypu-
ścić pęd, a następnie wydać plon. Przyniesienie owocu wymaga
czasu, ale miłość posiada swoje własne zabezpieczenie, które chro-
ni przed niewolą grzechu. Im bardziej kochamy, tym bardziej ceni-
my Bożą łaskę. Wzrastajmy i uczmy się od apostołów, jak kochać
Boga i jak Mu całkowicie zaufać. Kończąc te myśli chcę zacytować
słowa piosenki zespołu De Mono, że „Kochać to nie znaczy zawsze
to samo, że można kochać tak lekko i można kochać bez granic.
Kochać, aby zawsze i wszędzie być razem, wierzyć, że jest dobrze,
gdy jesteśmy sami. Kochać to nie znaczy zawsze to samo. Kiedy je-
steś daleko, kochasz przecież inaczej. A kiedy pragniesz tak mocno,
żebyś nie żałował, bo kiedy jesteś daleko, możesz wszystko stracić”.

Zachęcam do zakupu książki…
wiz

Cena książki – w jednym egzemplarzu – 35 zł tutaj kupisz książkę

Książka w celach ewangelizacyjnych: 20 sztuk – 120 zł

Wojciech Orzechowski