Małżeństwo

  • Czym jest małżeństwo?
  • Co jest powodem tego, że tak wiele małżeństw się rozpada?

Pismo Święte mówi, żeby kobieta z mężczyzną złączyli się i szli
razem przez życie, by wybrali wspólne cele życiowe, wspierali się,
mieli podobne zainteresowania, rozumieli się nawzajem oraz żeby
razem wielbili Boga. Jednak to nie jest takie łatwe w dzisiejszych cza-
sach.

Jestem mężem już piętnaście lat, mam dwójkę dzieci i spory ba-
gaż doświadczeń w tym zakresie. Za swój sukces uznaję również
pomoc w ratowaniu innych małżeństw. Byłem przy wielu z moich
przyjaciół w ich najtrudniejszych chwilach. Rozmowy, wsparcie
i rady doprowadzały do ratowania związku i jego naprawy w licznych
przypadkach. Na swoim koncie mam także udane mediacje rozwo-
dowe. Sukcesem w tym przypadku było doprowadzenie pokłóconych
małżonków do rozwodu za porozumieniem stron tak, aby żaden
z nich nie ucierpiał. Porażką zapewne jest to, że nastąpił rozwód,
a nie zgoda. Niestety nie da się nikogo zmusić do kochania.

Najbardziej zabawne jest, gdy na temat małżeństwa próbują wy-
powiadać się osoby, które nie pozostają w związku małżeńskim, któ-
re nie wychowywały dzieci, jak i te, które doprowadziły do upadku
swoich małżeństw. Te ostatnie najlepiej potrafią doradzić, jak po-
psuć małżeństwo, a rzadziej jak sprawić, aby ono przetrwało kry-
zys. Sam stoczyłem niejeden bój o przetrwanie mojego małżeństwa
i mogę szczycić się tym, że ono trwa. Nie daję jednak głowy, że tak
będzie zawsze. Pozostawanie bowiem w małżeństwie zależy od obu
z małżonków.

Chciałbym ten rozdział poświęcić relacjom między mężczyzną
a kobietą. Jeżeli ktoś wybrał życie w samotności albo w chwili obec-
nej żyje samotnie, to rady, które tu napiszę, mogą znaleźć zastoso-
wanie w relacjach z przyjaciółmi lub z rodziną. Te wszystkie związki
– jak nauczał Jezus – powinny opierać się na jednym – na miłości.
To, czy ta miłość jest kierowana do małżonka, do sąsiada, do przy-
jaciela, do kolegi – to tak naprawdę nie ma znaczenia. Chociaż ona
oczywiście różni się w szczegółach, bo inaczej kochamy sąsiada czy
rodziców, a inaczej naszego małżonka. Nie zmienia to jednak faktu,
że do wszystkich powinniśmy tę miłość kierować i o nią dbać.

Jakiś czas temu zasypiałem rozważając, czym jest małżeństwo.
Następnego ranka obudziłem się z pewną odpowiedzią. Była to
myśl: małżeństwo to dwoje ludzi trzymających mikrofon na sali
sądowej i oskarżających siebie nawzajem. W dzisiejszych czasach
smutne jest to, że często małżonkowie pałają do siebie nienawiścią.
Co jest jej powodem? Powód jest jeden i niestety mało kto zwra-
ca na niego uwagę. To szatan jest sprawcą – ojciec wszelkiego zła
i kłamstwa, któremu zależy, żeby ta najmniejsza komórka społecz-
na przestała istnieć. Wokół nas toczy się wielki bój dobra ze złem.
Siły ciemności chcą odwrócić nasze oczy od Jezusa, który jest twórcą
i kontynuatorem miłości. Każdy, kto zostanie zaangażowany przez
szatana w spór małżeński czy jakikolwiek inny spór, może popełniać
błędy i brnąć dalej w to, co najgorsze. Taki człowiek przechodzi wiele
stresów i jest na tyle znużony i zmęczony, że nie ma ochoty znaleźć
czasu dla Boga. A gdyby ten czas znalazł, to Bóg pokazałby mu inną
drogę. Drogę, na której nie ma sporów, kłamstwa, obłudy, walki.

Przypatrzmy się temu, co z małżeństwem zrobili ludzie za sprawą
szatana. Idealna definicja małżeństwa zgodna z nauką biblijną powin-
na brzmieć: to związek dwojga ludzi płci przeciwnej, darzących się
miłością i wiernych sobie od momentu ślubu, aż do śmierci. Ze swoją
żoną jestem dwadzieścia jeden lat (sześć lat byliśmy ze sobą przed
ślubem) – to jest ogrom czasu i doświadczeń. Często Emilia mówi mi:
„Wiesz co, ja z Tobą pół życia przeżyłam!” Teraz, gdy patrzę na nas
z perspektywy dwudziestu lat, to widzę, że jesteśmy zupełnie innymi
ludźmi. Mówię o tym, bo świat wokół pełen jest fałszywych teorii na
temat relacji damsko – męskich. Niektórzy na przykład głoszą, że
człowiek w stałym związku powinien trwać tylko dziesięć lat, bo na
tyle jest w stanie zaplanować swoje relacje względem drugiej osoby
i przez taki czas jego charakter się zbyt wiele nie zmieni. Po dziesię-
ciu latach natomiast powinien zmieniać partnera. Mam nadzieję, że
nie zgadzasz się z taką teorią, gdyż nie jest ona zgodna z nauką bi-
blijną. Szczególnie takie myślenie jest popularne wśród młodych lu-
dzi. Nieraz, gdy informuję młodszych znajomych, że w małżeństwie
jestem czternaście lat, w odpowiedzi słyszę: „Słuchaj, to o cztery lata
jesteś z nią za długo!”. Dzisiaj tak ten świat niestety wygląda – został
zdeformowany przez działalność szatana, a zasady, które Bóg nam
zostawił, odeszły w zapomnienie.

Ludzie są często bardzo nieodpowiedzialni. Jeżeli stają na ślub-
nym kobiercu i wybierają sobie tę jedyną osobę, z którą chcą spędzić
resztę życia, to powstaje pytanie, czym się kierują przy podejmowa-
niu takiej decyzji, skoro już pół roku później myślą inaczej? Mówię
to, patrząc na małżeństwa, które właśnie po półrocznym stażu się
rozpadają. Pytam więc, na jakiej podstawie ludzie podejmują decy-
zję o ślubie? Chciałbym ten temat zgłębić, by powiedzieć wszystkim,
a szczególnie młodym – którzy chcą się pobrać, co mówi Biblia na ten
temat i wskazać im, jakie pytania powinni sobie zadać przed wspól-
nym podjęciem decyzji o ślubie.

Jezus chciałby, żeby miłość pomiędzy małżonkami była dosko-
nała. To wszystko zależy od nas samych, od tego, jak traktujemy
partnera oraz te sytuacje życiowe, które nas spotykają. Zauważyłem,
że w małżeństwie wiele zależy od emocji oraz od tego, jak my in-
terpretujemy faktyczny stan rzeczy. Tak się niestety dzieje, że gdy
następuje jakiś kontrowersyjny moment, to w zależności od tego,
jak zinterpretujemy słowa czy zachowanie drugiej strony – a inter-
-pretować można na wiele sposobów – i jak wówczas pokierujemy
swymi emocjami, rozmowa może się zakończyć spokojnie, albo
w skrajnej sytuacji, kłótnią. Szatan dąży do tego, aby nasze emocje
były gwałtowne, myśli negatywne, a zachowanie agresywne
. Diabeł
będzie się cieszył, gdy z minuty na minutę będzie rosło napięcie,
a małżonkowie zbliżą się do granicy, po przekroczeniu której już nie
ma powrotu. Wystarczy kilka ostrych słów i zadane rany już się nie
zagoją. Taki cel ma szatan – zniszczyć to, co związał Jezus.

Po rozwodzie będziemy bardziej podatni na łamanie Bożych
Przykazań. Począwszy od zerwania relacji z Bogiem, przez zaprze-
stanie uczęszczania na nabożeństwa, skończywszy na alkoholu,
używkach oraz seksie z innymi partnerami. W takim momencie
szatan odnosi sukces – wraz ze swoim sztabem otwiera szampana
i całe „piekło” się raduje. Powstaje więc pytanie: Jak nie dać sza-
tanowi okazji do radości? Jak wygrać każdą sprzeczkę? Jest jeden
bardzo prosty sposób: nie dopuścić by powstała, a jeśli już wybu-
chła – odpuścić. Milczeć. Nie odzywać się. Nie dolewać oliwy do
ognia. Żadnej racji nie przedstawimy skutecznie, gdy emocje wzię-
ły górę. Na potwierdzenie dwa cytaty z Pisma Świętego: „Łagodna
odpowiedź uśmierza gniew”
(Przyp. 15:1) oraz „Błogosławieni
cisi, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie”
(Mat. 5.3).
Nieraz zapobiegłem wielu kłótniom w moim małżeństwie, opano-
wując emocje, zaciskając zęby. Przecież kocham swoją żonę i chcę z
nią być. Jeśli ona tego nie rozumie, ja przyjmuję problem na siebie.
Często jest nam obojgu żal braku takiej kłótni. Rozmowa niedokoń-
czona, argumenty nieskomentowane, brak usprawiedliwienia, brak
odpowiedzi. Szatan chce, żebyśmy czuli się przegrani i sfrustrowani.
Przecież nie udało nam się obronić naszej racji, przedstawić naszej
wersji wydarzeń i … wylać swej złości na drugą osobę. Szatan chce,
żebyśmy tak czy siak czuli się przegrani. W rzeczywistości jest ina-
czej – wygraliś my!

Gdy dochodzi do kłótni – wygrywa szatan. Skłócił nas z sąsia-
dem, z przyjacielem czy z małżonkiem. „Hurra!” – krzyczą upadłe
anioły. Jednak my nie czujemy się zwycięzcami. Najgorsze są chwile
zaraz po kłótni. Nikt nie chce pierwszy podać ręki. Mijamy siebie,
nie odzywamy się. Jest gorzej niż podczas samej kłótni. Szatan dalej
bije brawo: „Oby tak dalej!” Dolać jeszcze troszkę oliwy do ognia
i rozwód murowany.

Czy macie przyjaciół, do których nie odzywacie się od wielu lat?
Ja mam dwóch takich znajomych: Krzyśka i Mirka. Nasze relacje nie
ułożyły się najlepiej. Kiedyś przyjaźń między nami istniała, dzisiaj
nie ma nawet znajomości. Z Krzyśkiem nie widziałem się około dwa-
dzieścia lat, z Mirkiem kilka lat. Dlaczego tak wyszło? Szatan chciał,
abyśmy się skłócili. Sam wiem, że mogłem temu zapobiec. Wiem, że
miałem możliwość postąpić inaczej. Dzisiaj żałuję. Czy masz podob-
ne odczucia? A może dobrze Ci z tym? Wiedz jedno – szatanowi też
z tym dobrze.

Jeśli zapobiegniesz kłótni, szatan też może wygrać, wprowadzając
jakiś niesmak do Waszych relacji. I pomimo tego, że masz niemi-
łe odczucia, chcesz wyrzucić z siebie pewne problemy, ale się po-
wstrzymałeś – to wygrałeś. I teraz całe Niebo się raduje – zło zosta-
ło pokonane! Zawsze też możesz powrócić do rozmowy, gdy sytu-
acja się uspokoi. A uspokoi się dosyć szybko. Kilka godzin, dzień
lub dwa. Wtedy możesz poprosić drugą osobę o rozmowę i już bez
emocji omówić problem. Sztuką jest tylko przyznać się do błędu
i przeprosić. Jeszcze większą sztuką zapomnieć to, co złe i to, co boli,
a następnie wybaczyć. Jezus nas do tego zachęca.

Jak często w relacjach z drugim człowiekiem stosujemy powyż-
szą zasadę, a jak często dolewamy oliwy do ognia? Ile razy dążymy
do tego, żeby spór jeszcze bardziej zagorzał i żeby błahy często po-
wód przerodził się w ostrą dyskusję, a potem w kłótnię i trzaskanie
drzwiami? Bo to, że ktoś trzasnął drzwiami w rozmowie, często się
zdarza. Jestem przekonany, że każdy z nas uczestniczył w sytuacji,
w której ktoś odwrócił się na pięcie i w zdenerwowaniu odszedł.
Dlaczego? Bo nie zastosowaliśmy zapewne zasady „Łagodna odpo-
wiedź uśmierza gniew”
(Sal. 15:1). Gdybyśmy zawsze taką odpo-
wiedź stosowali, to niezależnie czy chodzi o naszego małżonka, part-
nera, kolegę czy przyjaciela – zawsze z takiej kłótni wychodziliby-
śmy wygrani. Rozdział 16. Księgi Przypowieści mówi, jaki powinien
być człowiek: „Rzeczą człowieka są rozważania serca lecz od Pana
pochodzi odpowiedź języka”
. Zawsze powinniśmy się skłaniać ku
temu, aby udzielić odpowiedzi, która pochodzi od Boga. Gdybyśmy
stosowali również tę zasadę, to zawsze bylibyśmy postrzegani jako
„synowie światła” (Łuk. 16:9), jako ta świeca, która osadzona w ciem-
ności oświeca drogę życia bliźnim. Siódmy werset tej samej księgi
mówi: „Gdy drogi człowieka podobają się Panu, wtedy godzi On
z nim nawet jego nieprzyjaciół”
.

Przychodzi mi do głowy pewien schemat: trójkąt Bóg – żona –
mąż, gdzie u podstawy figury są relacje pomiędzy małżonkami,
a u góry widnieje Bóg. Trójkąt pokazuje, że jeśli jesteśmy daleko od
Boga, to też jesteśmy daleko od siebie nawzajem: czy to od naszej
drugiej połówki w małżeństwie, czy to od drugiego człowieka w in-
nych relacjach. Natomiast jeżeli przybliżamy się do Boga, to i nasze
małżeńskie więzi zacieśniają się przez łaskę Bożą oraz przyjaciele
mogą być bliżej siebie. Punktem wyjścia jest Bóg. Wszystko zależy
od tego, jakie mamy z Nim relacje. Gorzej, jeśli jedna strona jest bar-
dzo blisko Boga i trzyma się Go, a druga jest daleko – wtedy ludzie
nie będą mogli się do siebie zbliżyć.

Przypowieści (16,9): „Serce człowieka obmyśla jego drogę,
lecz Pan kieruje jego krokami”
. Jeżeli jesteśmy blisko Boga, to mo-
żemy oddać Mu nasze decyzje, wtedy Pan będzie kierował naszy-
mi krokami wybierając dla nas najlepszą drogę. Werset 13: „Spra-
wiedliwe wargi podobają się Królowi, kocha On tego, co mówi
szczerze”
. Werset 24: „Miłe słowa są jak plastry miodu, słody-
czą dla uszu i lekarstwem dla ciała”
. To powinno być na pierw-
szym miejscu w relacjach małżeńskich – miłe i szczere słowa, wza-
jemne wsparcie. W ten sposób przyspieszymy realizację marzeń
o wspaniałym związku, jakie mają zwłaszcza kobiety. A jakie są ma-
rzenia mężczyzn? Przypowieści (16,36): „Gdy otwiera usta – mówi
mądrze, a jej język wypowiada dobre rady”
. To samo dotyczy męż-
czyzn. Jeżeli mówimy mądrze, jeżeli zwracamy uwagę na to jak pro-
wadzimy rozmowy i wypowiadamy dobre rady, to małżeństwo bę-
dzie właściwie budowane.

W moim małżeństwie też był okres, gdy sprzeczaliśmy się i to
bardzo. Ostatnio przeanalizowałem, co było powodem naszych pro-
blemów, a także o co sprzeczają się inni. Doszedłem do wniosku, że
poważniejsze powody to: pijaństwo, znikanie z domu na wiele go-
dzin, brak zainteresowania rodziną, przepijanie majątku albo prze-
grywanie w karty, zdrada, złe wychowanie dzieci, przepracowanie,
brak poszanowania rodziców. To są „grubsze” sprawy i ciężkie te-
maty. Wielokrotnie jednak chodzi także o drobiazgi. Tak samo
w relacjach z innymi – zauważ jak bardzo często chodzi tak naprawdę
o rzeczy błahe! Szatanowi bardzo zależy na tym, aby tam, gdzie nie
ma większych problemów, ludzie dzielili włos na czworo. Jeżeli diabeł
widzi, że gdzieś istnieje piękna miłość, relacje międzyludzkie dobrze
się układają, to bardzo chce to popsuć. Wtyka kij w mrowisko i za-
czyna jątrzyć i jątrzyć, a potem zaczynają się wyrzuty i wypominania!
Ten powiedział to, a tamta owo, że ona zrobiła to, on coś jeszcze gor-
szego. Pamiętam jedną bardzo długą i ostrą kłótnię z żoną o pewien
drobiazg. Emilia mi zarzuciła, że gdy wychodzę z toalety i kończy się
papier toaletowy, to nie wyrzucam pustej rolki do kosza. Stwierdziła,
że to ją bardzo denerwuje. Ja, gdy wchodzę do toalety i widzę, że nie
ma papieru, to sobie biorę z szafki i ustawiam w pojemniku. Nigdy
nie korzystam z toalety nie sprawdziwszy, czy jest papier. A moja żona
uważa odwrotnie, że to powinno być tak, że jak ja wychodzę z łazienki
i widzę, że zostawiam pustą rolkę, to powinienem zadbać o to, żeby ją
wymienić. Zazwyczaj nie widzę albo zapominam, ale nigdy nie robię
tego specjalnie. Jest gdzieś w nas, w ludziach, ta zakorzeniona chęć
sprzeczki, udowadniania i pokazywania racji. Kto ma rację? Pewnie
każdy po trochu. To niesamowite jak szatan tylko czeka na okazję, by
ten kij wsadzić w odpowiednim momencie, jak nas zmotywować do
kłótni, wyczuć tylko chwilę, w której jesteśmy słabi. Wyobraź sobie,
że przyszedłeś zmęczony z pracy, nie masz humoru, bo nie wszystko
tego dnia potoczyło się po Twojej myśli, pogoda jest paskudna – i już
jest ten moment sprzyjający rozpoczęciu sprzeczki małżeńskiej. To
najodpowiedniejsze warunki do tego, aby wybuchła kłótnia i dlatego
w takich chwilach powinniśmy szczególnie uważać na to, co mówi-
my. Jeżeli dochodzi już do sprzeczki, to opanuj emocje. Bądź pierw-
szym, który ustąpi. Podobno milczenie jest złotem, więc może cza-
sem powinniśmy się nie odzywać. Módl się do Boga, żebyś to Ty
pierwszy się wyciszył. W Ewangelii Mateusza w 5. rozdziale napisane
jest – błogosławieni cisi (…) – ci, którzy mniej mówią, a jeżeli się
odzywają, to wypowiadają słowa dobre i budujące

Pewnego razu moja żona zadała pytanie „Czy Ty mnie kochasz?”
Po dwunastu latach małżeństwa pytanie nie na miejscu – mogłoby
się wydawać. To jednak może oznaczać, że Emilia nie ma pewno-
ści, czy ją kocham. Albo, że może zapomniałem jej okazywać mi-
łość i czułość, albo utwierdzać w tym, że ją kocham, albo może był
to wstęp do szerszej dyskusji. Odpowiedziałem: „Oczywiście, że Cię
kocham”. Zadała wówczas drugie pytanie, trudniejsze: „A za co Ty
mnie kochasz?” Teraz dochodzimy do sedna: jak ta nasza miłość po-
winna wyglądać? Po co my w ogóle stajemy przed ołtarzem? Po co
wchodzimy w związek małżeński? Jedni odpowiadają – żeby zdobyć
kogoś. Jest tak przyjęte, że kobieta szuka mężczyzny, albo mężczyzna
kobiety i oni za wszelką cenę chcą siebie znaleźć tylko po to, żeby
żyć ze sobą do końca życia. A właściwa odpowiedź powinna brzmieć
następująco: aby poświęcić się tej ukochanej osobie i żeby uszczęśli-
wiać ją do końca życia. W pierwszym przypadku stawiamy na siebie
i na własne ego. Zdobywamy kogoś dla siebie po to, aby zaspokoić
własne pożądanie drugiej osoby. W drugim przypadku jest właściwa
miłość, o której Jezus nam wspomina w Piśmie Świętym: poświęcić
się małżonkowi, żyć dla niego, uszczęśliwiać go.

Bardzo często relacje między Bogiem, a ludem wybranym są
ukazane w Biblii na przykładzie miłości między małżonkami. Bóg
utożsamia Kościół z małżonką, z oblubienicą. Nawet używa słów,
które używane są w miłości między kochankami: umiłowałem cię.
A „umiłowałem cię” – jak już wspominałem w poprzednich roz-
działach – to coś więcej niż „kocham cię”. Spróbujmy poznać zna-
czenie słowa „kocham”. Ja wyróżniam trzy rodzaje miłości. Pierw-
szy to zauroczenie
. Poznajemy kogoś, jesteśmy tą osobą oczarowani
i chcielibyśmy zrobić dla niego/niej wszystko. Bardzo pragniemy
z tym kimś być. Wszystko, co robimy, czynimy po to, aby zaspokoić
siebie, swoje pragnienia. Drugi rodzaj zauważam w przypadku, gdy
okazujemy słownie miłość do drugiej osoby
. Mówimy: „jestem
zakochany w Tobie”, ale najczęściej w takim znaczeniu, że mamy
w tym interes, bo chcemy, aby on był/ona była przy mnie, więc ob-
darzam go/ją miłością. I trzeci rodzaj miłości, to jest ten właściwy
rodzaj miłości – miłość agape. Miłość agape jest ofiarna, pełna po-
świecenia i troski o drugą osobę. W miłości tej łatwo zapomina się
o sobie, myśli się o szczęściu partnera. Jest to taki bardzo moralny
ideał miłości.

Pierwszy rodzaj miłości trwa według mnie od miesiąca do roku,
a w szczególnych przypadkach (jeśli zauroczeni sobą rzadko się wi-
dują) do dwóch lat. Zakochanie może trwać dłużej niż dwa lata, jed-
nak zazwyczaj nie więcej niż pięć, potem to już jest raczej przyzwy-
czajenie (nie musisz się zgadzać z moją opinią). Drugi rodzaj miłości
występuje w każdym związku długoletnim. Wyróżniam dwa typy tej
miłości: właściwy oraz skażony. W tej miłości poniekąd musimy być
z drugą osobą i kochać się nawzajem (z naciskiem na „musimy i nie
chcemy” – skażony lub „musimy i chcemy” – właściwy). Jeśli musimy
i nie chcemy, to jest rodzaj miłości skażonej (oczywiście przez szata-
na). Wtedy zaczynają się głupie żarty, docinki, nakazy i zakazy. Jeśli
jednak chcemy i musimy, bo to sobie obiecaliśmy, to wtedy dopie-
ro przechodzimy do trzeciego rodzaju miłości – agape. Każdy z tych
wariantów miłości może istnieć samodzielnie lub wszystkie na raz.
Idealnie jest, jeśli człowiek jest zauroczony, zakochany i chce kochać
miłością agape – właściwą. Każdy, kto wstępuje w związek małżeński
powinien dojść do tego trzeciego etapu. Albo przynajmniej już wcze-
śniej powinien zdawać sobie sprawę, że przyjdzie czas, gdy nie będzie
już zauroczony małżonkiem – nawet nie będzie specjalnie zakocha-
ny, bo i tak może się zdarzyć. Jednak zawrócić się nie da i wtedy tę
drugą osobę, niezależnie czy chcę czy nie, powinienem kochać. Jeśli
chcę – jest idealnie. Jeśli nie chcę, to i tak w celu utrzymania miłości
powinienem dawać jej pełnię uczucia, uszczęśliwiać ją, organizować
romantyczne spotkania, obdarowywać prezentami, czerpać przyjem-
ność z pieszczot i seksu, zapewniać pokój, bezpieczeństwo, szacunek.
Jeżeli tak postępujemy i tego chcemy, to jest prawdziwa miłość.

Gdy więc Emilia zapytała mnie o to, odpowiedziałem:
– „Ja nie muszę Cię mieć za co kochać, bo w tej chwili to nie jest
istotne, co ja sobie myślę. Drogę tę wybrałem piętnaście lat temu,
kiedy po sześciu latach bycia razem stwierdziłem, że chcę być z Tobą
i chcę Cię kochać do końca życia. Wtedy tak myślałem i teraz też.
Bronię się przed myślami, że mógłbym nie chcieć. Byłaby to kata-
strofa dla mnie. Bo stając przy ołtarzu, mówiąc to, co wszyscy mó-
wią: będę Cię kochał i nie opuszczę aż do śmierci, wtedy jeszcze
tego do końca nie rozumiałem. Jestem pewien, że mało kto rozumie.
Ale wtedy, gdy powiedziałem, że chcę być z Tobą do końca życia, to
oznaczało, że niezależnie od tego, czy mi się to będzie podobać czy
nie, czy mi się będzie chciało czy nie, to i tak będę to robił. Będę Cię
kochał. Dzisiaj nie jest istotne, za co Cię kocham. Nie jest istotne,
jakie jest moje zdanie w tym wszystkim. W tej chwili moim zada-
niem jest uszczęśliwiać Ciebie i tego powinienem chcieć. Na tym po-
lega odpowiedzialność małżonka. A nawet powiedziałbym więcej –
z użyciem słowa „muszę” – dzisiaj, to ja muszę Ciebie kochać, bo to
obiecałem, bo takie jest moje powołanie do bycia z Tobą, to jest taka
moja misja w naszym małżeństwie. Ja muszę Cię kochać, czyli obda-
rzać Cię wszystkim co najlepsze, być z Tobą, rozumieć Ciebie, łago-
dzić Twój ból, łagodzić Twoją złość, bo to kiedyś obiecałem. Wiem,
co jest naszym priorytetem i celem, wiem, co powinniśmy robić, aby
nam było dobrze”.

Gdyby takie zasady były zachowywane przez obojga małżon-
ków, to mamy wówczas idealną miłość. Uzupełniamy się nawza-
jem, walczymy o siebie, budujemy relacje małżeńskie, nie ma miej-
sca na kłótnie, sprzeczki, rozumiemy się doskonale. Nie jest istot-
ne, że na przykład dzisiaj po dwudziestu latach, ja chciałbym być
z kimś innym, bo ten ktoś mi się podoba. Gdybym wybrał kogoś in-
nego i rozstał się ze swoją żoną, to po dziesięciu latach trafiłbym na
ten sam problem. Ten ktoś znowu by mi się znudził, wydawałby mi
się już nieodpowiednim partnerem dla mnie.

W ogóle nie rozumiem osób, które decydują się na małżeństwo
i po roku, dwóch, czterech, dziesięciu rozstają się, tłumacząc: jed-
nak to nie to, nie zgraliśmy się charakterami, nie pasujemy do sie-
bie lub spodobał mi się ktoś inny. Dla mnie to oszustwo, krętactwo
i nieodpowiedzialność. Według mnie prawo powinno tego zabraniać.
Powinna być kara dla małżonków, którzy najpierw obiecują, dają sło-
wo, zawracają głowę, a potem odchodzą dla zaspokojenia swoich ego-
istycznych potrzeb – jakie by one nie były (nawet, gdy chodzi o tzw.
„święty spokój”). Zastanów się, co może czuć trzydziestopięcioletnia
kobieta z rocznym dzieckiem po pięciu latach małżeństwa, gdy mąż ją
opuszcza twierdząc, że się pomylił lub że mu jej osoba nie odpowiada,
nie chcąc dać drugiej, trzeciej a nawet siódmej szansy? Jaka jest odpo-
wiedzialność męża lub żony, którzy obiecują coś przed Bogiem na ślub-
nym kobiercu, a potem się z tego wycofują niezależnie od przyczyn?

Tu muszę wspomnieć o wyjątkach – rozumiem decyzję o odejściu,
jeśli spowodowało je wszeteczeństwo (czyli skrajna i trwała niemoral-
ność) współmałżonka (Mat. 5,32). To może powodować uzasadnioną
niechęć do utrzymywania z nim relacji. Na siłę nie da się budować
małżeństwa i wtedy lepiej, w takim przypadku, odejść.

Pewnego razu przyszedł do mnie znajomy. Powiedział, że ma
problem, ponieważ życie ucieka, a on nie ma żony. Zna różne kobie-
ty, ale żadna nie pasuje mu jako kandydatka na żonę. Ja mówię:
– Zastanów się, kogo szukasz. Bardzo często tak jest, że wymyślamy
sobie taki ideał w głowie i chcielibyśmy go znaleźć. Potem poznając
wiele kobiet w swoim życiu, jedna po drugiej, okazuje się, że żadna
z nich nie jest w stanie spełnić w pełni Twoich oczekiwań. Dlatego
wybiera się tylko najlepsze cechy charakteru i tworzy z tego pewien
ideał. Taki stworzony w wyobraźni perfekcyjny wzór jest niemożliwy
do zdobycia. Poza tym pytanie, czy nawet gdybyś poznał taki ideał,
to tej osobie się spodobasz? Czy Twój charakter i Twój wygląd będzie
dla niej odpowiedni?

Kolega wtedy wspomniał, że ma teraz kobietę, z którą się spotyka,
z którą być może chciałby być i nie wie, co zrobić. Więc ja mówię:
– Spójrz na jej pogodność ducha, która jest bardzo ważna i spójrz na
jej charakter! Czy jest czysty, pełen dobroci, czy ma dobre intencje,
czy ma dobre relacje z Bogiem – na to patrz przede wszystkim. Bo je-
śli będziesz do tego jeszcze chciał dołączyć jej niesamowite umiejęt-
ności, rozwój, wykształcenie i jeszcze jej piękno, to nigdy takiej ko-
biety nie znajdziesz. Ale jeśli się okazuje, że ta kobieta potrafi zadbać
o swój dom, dobrze wyglądają jej relacje z rodzicami, rodzeństwem,
Ty dobrze się z nią dogadujesz, macie jakieś wspólne zainteresowa-
nia, to spotykaj się z nią pół roku, może rok i zobacz, jak te kontakty
się ułożą.
A on pyta:
– No tak, ale … mamy zamieszkać razem?
– Nie, wyjedźcie razem na wycieczkę – odpowiadam. Na dwa tygo-
dnie. Zobacz, co się stanie, spróbujcie być ze sobą trochę, zobacz
jak będziecie się ze sobą czuć. Im bardziej poznajesz człowieka, tym
bardziej on się przed Tobą otwiera. Może się okazać, że zobaczysz
w niej takie cechy, które się Tobie nie spodobają i być może nie bę-
dziesz z nią chciał być.

Minęło kilka tygodni od czasu, kiedy mu tak doradziłem. Widzę,
że jednak wszystko zmierza ku temu, iż oni będą razem (na czas
pierwszego wydania niniejszej książki, wspomniani bohaterowie są razem,
pobrali się i są szczęśliwi. Miałem przyjemność być świadkiem
na ślubie i wygłosić krótkie przemówienie na ślubie)
. To bardzo
istotne, by wiedzieć wcześniej, kogo chcielibyśmy mieć za małżon-
ka do końca życia. Można mieć wykształconą kobietę i piękną, ale
o charakterze dalekim od Bożego ideału, z moralnością pozostawia-
-jącą wiele do życzenia. To jest chyba najgorsze. Piękno przeminie,
tak jak wszystko przemija i co wtedy zostaje? Zostaje ktoś, z kim nic
nas nie łączy i okazuje się, że jest to problem. Natomiast jeżeli cha-
rakterem się dopasujemy i mamy dobre relacje, to wtedy jesteśmy
w stanie razem przejść przez każdą trudną sytuację życia.

Idealna miłość składa się z trzech składników. Są to: intymność,
namiętność i zaangażowanie. Intymność to bliskość, wciąż wzmaga-
jące się przywiązanie między parterami. Według Roberta Sternberga
(źródło https://pl.wikipedia.org/wiki/Miłość)
– objawia się przez pragnienie dbania o dobro partnera, przeżywa-
nie szczęścia z powodu bycia z nim, przekonanie o tym, że można
liczyć na niego; to szacunek, wzajemne zrozumienie, dzielenie się
przeżyciami, wymienianie się intymnymi informacjami. Intymność
to ważny element miłości. Namiętność to z kolei przeżywanie silnych
emocji, pozytywnych i negatywnych. Gdy intensywność namiętno-
ści jest wysoka, przeżywa się pożądanie, radość, tęsknotę, zazdrość,
niepokój. To cechy namiętności. Mamy jeszcze zaangażowanie. To
decyzja, zobowiązanie do utrzymania związku, to wszelkie działania
mające na celu stworzenie trwałej relacji. Są to świadome decyzje. Je-
śli patrząc na nasz związek odnajdujemy się w tych trzech sferach, to
istnieje bardzo duża szansa, że nasze małżeństwo przetrwa i będzie
szczęśliwe.

Powiem Ci teraz, co mówi nam Jezus na ten temat. Jezus mówi:
„Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego” (Mat. 19,19) – odrzuć
egoizm. Najistotniejsze w związku z drugą osobą jest umieć się go
pozbyć. Jeżeli czegoś nam się nie chce, np.: posprzątać, zająć się
dziećmi, ugotować, obdarzyć czułością czy seksem i przerzucamy ten
obowiązek lub odpowiedzialność za nasze lenistwo na partnera – to
jest egoizm. Jesteśmy egoistami, kiedy stawiamy swoje dobro ponad
dobro drugiej osoby. To samo dotyczy każdego związku – czy to ko-
leżeńskiego, czy przyjacielskiego, czy małżeńskiego. Jeżeli te relacje
mają się utrzymywać na odpowiednim poziomie, to egoizm musi
być odrzucony. Egoizm pochodzi od diabła. Upadek Lucyfera, który
był wielkim aniołem, zaczął się od egoistycznego myślenia. Wszyst-
ko wzięło swój początek od pychy, od wywyższenia się i od wygody.
Zobacz, jak często lubimy być wygodni w naszym życiu! Jak bardzo
chcemy, żeby to małżonek zrobił coś za nas w domu. Gdy on wyrazi
odmienne zdanie na ten temat, to nam się już nie podoba. Wtedy za-
czynają się komentarze i kłótnie. Jeżeli ktoś nie jest w stanie odrzucić
egoizmu na korzyść drugiej osoby, to nie jest w stanie dobrze funk-
cjonować w żadnym związku. Bądźmy odpowiedzialni. Szczytem
odpowiedzialności jest właśnie odrzucenie egoizmu. Apostoł Paweł
zostawił nam przesłanie: „Jeżeli chcecie się żenić, żeńcie! Jeżeli się
nie ożenicie, to może i jeszcze lepiej – bądźcie tacy jak ja, bądźcie
sami, samotni i służcie dla Pana. Ale jeżeli wchodzicie w związek
małżeński, to bądźcie do końca odpowiedzialni, raz na zawsze”

(I Kor. rozdział 7). Taką odpowiedzialnością chciałbym, żeby nas Je-
zus Chrystus obdarzył.

Każda osoba, która staje na ślubnym kobiercu lub każda osoba,
która poważnie myśli o małżeństwie – niezależnie od etapu, na któ-
rym się znajduje – powinna odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem
w stanie odrzucić egoizm ze swojego życia, zarówno teraz, jak
i za dziesięć lat?
Czy jestem w stanie zadbać o miłość agape tak, aby
ona była widoczna w moich relacjach z małżonkiem? Jeżeli odpo-
wiemy twierdząco, to znaczy, że jesteśmy przygotowani do mał-
żeństwa. Nawet jeżeli nastanie kryzys, to o wiele łatwiej będzie go
nam przezwyciężyć. Oczywiście pamiętajmy, żeby też nie popadać
w skrajność. Jeżeli mamy zbyt „miękkie serce”, to niektórzy małżon-
kowie czy przyjaciele nie docenią tego, tylko wykorzystają kierując
się ku złemu. W takich sytuacjach musimy umieć powiedzieć: „nie”.

Często nasze zdania niestety różnią się. Teraz nasuwa się pytanie
– jak na to reagujemy? Jeżeli dochodzi do wymiany zdań, to czy oka-
zujemy szacunek poglądom drugiej strony? Czy może z góry zakła-
damy, że i tak druga „połówka” się myli? Czy próbujemy przepchnąć
swoje racje? To bardzo trudne, by umieć poskromić nasz język i chęć
dążenia do kłótni. Wspaniale jest, gdy druga strona obdarza nas
ciepłem, pozytywnymi uczuciami, zrozumieniem i miło się do nas
zwraca. Małżeństwo może być wtedy totalnie odmienione – zarówno
w sferze duchowej, jak i cielesnej – jeżeli tylko jeden partner zaczy-
na się miło zwracać do drugiego. Ale to zależy od obojga. Miłość
i relacje buduje się wzajemnie. Ja daję i druga strona daje. Mi o wiele
łatwiej jest dawać miłość, gdy czuję ją od mojej żony i na odwrót.

Istotną i najważniejszą rzeczą jest w tym wszystkim wsparcie
Boga. Jeśli tego wsparcia nie ma, na próżno nasz trud. Jeśli aniołowie
zaprzestają opieki nad naszym małżeństwem, dają tym samym wol-
ną drogę do działania szatanowi. On tylko na to czeka. Pamiętajmy
więc o modlitwie. Módlmy się, aby tę doskonałą miłość Bóg pomógł
nam w nas wzniecić i aby pomógł pozbyć się egoizmu. Następnie
módlmy się za współmałżonka. Przedstawmy mu wcześniej cały ten
„program” uzdrowienia małżeństwa, a potem módlmy się, aby Bóg
dał mu siłę do obdarzania prawdziwą miłością.

Pismo Święte mówi, że nawet zły człowiek może mieć przypływ
dobroci i robić od czasu do czasu dobre rzeczy. To nie jest sztuką
– tak robi wielu ludzi. Ale jeśli chcemy iść za Jezusem musimy być
ponadprzeciętni, powinniśmy Boże rozwiązania wprowadzić na sta-
łe do naszego życia. Tutaj właśnie potrzebna nam jest pomoc Nie-
ba, bo sami nie jesteśmy w stanie tego uczynić, gdyż mamy swoje
przyzwyczajenia, swoje grzechy i słabości oraz mamy swoich upa-
dłych aniołów, którzy znają nas od podszewki, którzy krążą wokół
nas i chcą, abyśmy zmieniali się, ale na gorsze. Możesz próbować
sam, bez pomocy Bożej, ale wtedy przyjdzie szatan jutro lub pojutrze
mówiąc: „Co się będziesz wysilał? Daj spokój! Będziesz miły dla swo-
jego partnera? Czy on jest dla ciebie miły albo taki był? Nie!” Jezus
powiedział, że to my powinniśmy być jak świeca, którą stawia się
w ciemnym miejscu, by świeciła dla innych. Dlatego chciałbym Cię
zachęcić dzisiaj, żebyś odmienił swoje życie, jak również relacje, czy
to w rodzinie, czy to w kontaktach brat – siostra, przyjaciel – przyja-
ciel. To my, jako prawdziwi chrześcijanie, powinniśmy być światłem
dla wszystkich. Jezus zachęca nas do postępowania na Jego wzór,
a inni powinni dostrzegać w nas te zmiany. Zmiana postawy powin-
na wyjść najpierw od nas! „Jeśli kto chce być pierwszym, niech bę-
dzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!”
(Mar. 9,34).

Zachęcam do zakupu książki…
wiz

Cena książki – w jednym egzemplarzu – 35 zł tutaj kupisz książkę

Książka w celach ewangelizacyjnych: 20 sztuk – 120 zł

Wojciech Orzechowski